RSS
poniedziałek, 11 lipca 2005
Złoto Wrocławia
Gdzie ukryto tzw. złoto Wrocławia? Wszystkie pierwszych sześć wymienionych poniżej miejsc pojawia się w zeznaniach Klosego. / to ten oficer gestapo z noga w gipsie którego spotkał major B. na placu przed Hotelem Pod Bocianem / 1. Rejon Karpacza, okolice Góry Śnieżki – mówi najpopularniejsza wersja, oparta na bazie zeznań Klosego. Kapitan nigdy nie wspomniał o dawnych kopalniach srebra i ołowiu „Gustaw” i „Heinrich”, w rejonie Białego Jaru. Poszukiwacze jednak właśnie te szyby typują na schowki, do których, z różnych względów, nie potrafią dotrzeć. 2. Cieplice Śląskie (Warmbrunn), obecnie dzielnica Jeleniej Góry. Jedno z miejsc odwiedzonych przez Klosego i Ollenhauera w 1944 r. Niektórzy typują na schowek dawny pałac Schaffgotschów. Antkowiak w książce „Nie odkryte skarby” sugeruje okolice domku myśliwskiego w cieplickich posiadłościach arystokratycznego rodu. 3. Góra Wielisławka w Sędziszowej. Klose oraz Ollenhauer mieli w 1944 r. odwiedzić restaurację na szczycie góry oraz sztolnię u jej podnóża. Z materiałów UOP (za „Tańcząc na wulkanie”): „Według opowiadań ludności autochtonicznej zamieszkałej na terenie Sędziszowa, to Niemcy w okresie przedkapitualacyjnym wozili na górę „Willenberg” znajdujący się w Sędziszowie różnorodny sprzęt i zakopywali go we wspomnianej górze. Nikt z ludności nie widział jakie przedmioty zakopywano, ponieważ teren góry był obstawiony wojskami i zabroniono ludności cywilnej zbliżania się do tej góry.” 4. Ostrzyca na Pogórzu Kaczawskim dawny stożek wulkaniczny, zwany Śląską Fujijamą. W świadomości poszukiwaczy i mieszkańców, bardziej związany z mitycznym skarbem Czarnego Janka, niż ze „złotem Wrocławia”. 5. Góra Ślęża (ok. 30 km na południe od Wrocławia). W okresie kiedy typowano potencjalne miejsca na ukrycie depozytów, wierzchołek góry był już obsadzony przez niemieckie wojsko. To uniemożliwiło dokładny ogląd miejsca pod kątem ukrycia skarbów – zeznawał Klose. 6. Zamek Grodziec, nieopodal wsi Zagrodno. Grodziec (dawniej Gröditzberg), zamek zbudowany w XIV w. na bazaltowej skale. Poczynając od XVIII w. stanowi już wyłącznie ruinę. U jego podnóża w wieku XVIII zbudowano barokowy pałac. 7. Podziemia Twierdzy Kłodzkiej.
18:57, peacekeeper
Link Komentarze (2) »
nowe tropy
W roku 1944 Prezydium Policji w Breslau wydaje odezwę skierowaną do ludności cywilnej. Nakaz drukowany w prasie zobowiązuje do deponowania kosztowności oraz zasobów pieniężnych we wrocławskich bankach. Niemcy, przywykli do posłuszeństwa, masowo oddają najcenniejsze rzeczy na przechowanie instytucjom finansowym. Wierzą zapewne, że ich własność będzie podczas walk bezpieczniejsza w bankowym sejfie, niż w prowizorycznej skrytce domowej bądź zakopana w ogródku. Podobno każda z tych osób, która zdecydowała się na powierzenie swego majątku bankom, otrzymuje pokwitowanie, na mocy którego będzie mogła odebrać swą własność w bezpieczniejszych czasach. Do zwrotu dóbr nigdy jednak nie dochodzi. Depozyty mieszkańców wraz z walorami banków wrocławskich w postaci sztab złota, zasobami zakładów jubilerskich, nie ukrytymi dotąd dziełami sztuki oraz częścią zbiorów archiwalnych... giną, a raczej zostają perfekcyjnie ukryte. Bezcenny transport wyrusza podobno z Wrocławia, niedługo przed oblężeniem Festung Breslau (Twierdza Wrocław) przez Armię Czerwoną, a zatem pod koniec 1944 r. lub na początku stycznia 1945 r. Ślad domniemanego konwoju urywa się na trasie, prowadzącej w kierunku Jeleniej Góry. Poszukiwacze od kilkudziesięciu lat łamią sobie głowy spekulacjami, gdzie ukryto jeden z największych skarbów III Rzeszy. Co jakiś czas wybucha w Sudetach i okolicach, „gorączka złota” zakrojona na wielką lub mniejszą skalę... Gdzie jesteś kapitanie ? Jedynym, zidentyfikowanym po wojnie, uczestnikiem akcji ukrywania skarbów miał być Herbert Klose, kapitan wrocławskiej policji. Gdyby nie on, termin „złoto Wrocławia” nie zaistniałby w powszechnej świadomości. Wiarygodność zeznań tego świadka wielokrotnie już jednak podważano. Nie zweryfikowane informacje, pochodzące od mężczyzny o zagadkowym życiorysie, nie przeszkodziły jednak narodzinom legendy, budzącej najwyższe emocje. W ostatnim czasie pojawił się nowy głos w dyskusji, toczącej się wokół wrocławskiego złota. Wspomnienia Edwarda Dzikowskiego, emerytowanego oficera kontrwywiadu (patrz „Skrzynie dla Wilkołaka”, „Odkrywca” 12/2003) uwiarygadniają zeznania Herberta Klosego. W opowieści pewnego informatora znaleźć można potwierdzenie kierunku, który miał, według Klosego, obrać konwój ze złotem, wymykający się z zagrożonego miasta. Dzikowski ujawnia, że skarb mógł być ukryty znacznie bliżej Wrocławia, niż sugerują oficjalne zeznania byłego kapitana policji...
18:50, peacekeeper
Link Dodaj komentarz »
bystre oczy Sfinksa
Teorie „spiskową „ o spotkaniu dwóch grup kontrwywiadowczych może potwierdzać nagłe odwołanie wysłanego z lotniska we Wrocławiu samolotu sanitarnego. Pytanie, kogo chciano uratować? Śmigłowiec Mi – 2 w wersji sanitarnej nawet bez mechanika na pokładzie mógł zabrać tylko kilku poszkodowanych. Wiadomo było, że grupa liczyła kilkanaście osób. Śmigłowiec zawrócono z drogi, kiedy znajdował się w okolicy Bolkowa, czyli ok. 30 km od Jeleniej Góry. Tam planowano wysadzenie mechanika pokładowego w celu uzyskania większej powierzchni. Pilot, Zbigniew Karpiński rozmawiał z ratownikami przez radio /???? To już jest bardzo dziwne, że taka próba się udała i ze w ogóle została podjęta, oznaczałoby to ze ratownicy czekali na sygnał do podjęcia akcji / W tamtym czasie w rejonie Śnieżki nie było etatowych służb ratowniczych, takie czynności wykonywało wojsko z batalionu WOP. / Wiele lat później, kiedy sam pracowałem w tamtych rejonach mieliśmy znacznie lepszy sprzęt łączności i tego typu połączenia graniczyły z cudem / mam na myśli rejon wypadku ze śmigłowcem lecącym w okolicy Bolkowa na wysokości 100 – 200 metrów. 1. Ofiara zmarła w czasie oczekiwania na śmigłowiec 2. Powiadomieni o wypadku „ towarzysze radzieccy „ zakazali podejmowania akcji ratowniczej w obawie, że zostanie ujawniony prawdziwy cel wyprawy grup młodzieżowych, główna kwatera wojsk radzieckich mieściła się w Legnicy a to jest o polowe bliżej niż do Wrocławia 3. Może ofiara, do której wzywano śmigłowiec / zapewne bardzo ważna / została uratowana w inny sposób Z zachowanych notatek i raportów SB oraz kontrwywiadu wynika, że lawina nie zeszła samoistnie. Na pewno została spowodowana działaniem człowieka. Mogli ja wywołać trzej „ turyści „ z NRD którzy szli przodem, przed grupa Korolewskiego. Ale oni tez zginęli. Albo spartaczyli robotę albo rzeczywiście lawina była przypadkowa. To wszystko zdarzyło się w strefie nadgranicznej. Dochodzenie i czynności wyjaśniające mogli prowadzić tylko prokuratorzy wojskowi. Po tylu latach sprawa nadal jest tajna. Nikt nie przypomina o tragedii, wręcz przeciwnie wszelkie działania zmierzają do tego żeby jak najszybciej o niej zapomnieć. A może tego dnia w górach była jeszcze jedna grupa? Kiedyś w miejscu tragedii była mała tablica. Obecnie tablicę przeniesiono w inne mniej rzucające się w oczy miejsce. Podobno do...Muzeum. Zaraz po tej tragedii tą część szlaku zamknięto i to na długie lata dla zwiedzających. Czyżby nie wszystko odnaleziono? Może ktoś obawiał się, że pozostawiono jakieś ślady albo dokumenty? A może typowa walka z konkurencja, która nie chciała się podzielić informacjami. Znane są przypadki zwłaszcza po podpisaniu Traktatu Zgorzeleckiego, kiedy to Niemcy przyjeżdżali na swoje dawne tereny i cichutk wydobywali ze skrytek to, co ukryli w nich w 1945. Okres przejściowy trochę się wydłużył. SB śledziła takie wyprawy po złote runo, są świadkowie, są donosy, ale nie podejmowano większych działań zwłaszcza w przypadkach dotyczących mniejszych, drobniejszych „ skarbów „ rodzinnych. Teraz możemy stwierdzić ze po części były to celowe działania mające uśpić czujność „ hurtowników „. Są znane przypadki, kiedy odwoływano agentów z określonych rejonów w celu umożliwienia Niemcom wydobycia tego, po co przyjechali. Później oceniano czy warto się tym zajmować i podejmowano decyzje o dalszych losach „ skarbów „. Czasem zdobycz była odbierana. Bywało, że zgoda na wywiezienie dóbr była zapłata za współpracę. Jak na razie Panowie G i H mogą być spokojni o swoje tajemnice .
18:45, peacekeeper
Link Dodaj komentarz »
...tym więcej drzew
Podczas jednej z rozmów agent uzyskał od Kocha informację, że ukrycie Bursztynowej Komnaty powierzono jakiemuś oficerowi SS, chyba obersturmbannfuhrerowi. Wówczas na pytanie agenta czy to był Georg Ringel Koch odpowiedział twierdząco. Chodziło o nazwisko, konkretne nazwisko a nie o pseudonim. Dane te potwierdził także inny wysoko postawiony Niemiec, profesor Paul Encke wieloletni pracownik Ministerstwa Spraw Wewnętrznych byłej NRD, to on jest autorem znanego raportu o Bursztynowej Komnacie. Jest pewne, że obaj wspomniani Niemcy się nie porozumiewali ani nie znali treści rozmowy agenta SB z Kochem Chociaż Encke wiedział i to na pewno o rewelacjach niemieckiej gazety z 1947 roku. Profesor pisze ze ukrycia skarbu / Komnaty / dokonał wysoki ranga oficer SS nazwiskiem Ringel. Major Siorek tez się zainteresował ta niby zbieznościa nazwisk Korolewski - Krolewski + Ringel. Czy to przypadek, że ci dwaj / a może trzej / ludzie związani z poszukiwaniem Bursztynowej Komnaty tak nagle pojawiają się na końcu polski, w Karpaczu, razem, razem idą w góry, razem tragicznie w nich giną?. Nazwiska tragicznie zmarłych mogły zostać zniekształcone, od razu nikt się nimi nie interesował, zwłaszcza nazwiskami obcokrajowców. Mogły zostać zniekształcone w druku, albo podczas rozmowy podczas pisania notatki. Proszę spróbować wypowiedzieć z rosyjska brzmiące nazwisko Krolewski i Korolewski a następnie sprawdzić jak zapisze je rozmówca. Czy spotkanie w Karpaczu i w schronisku rzeczywiście było spotkaniem grup młodzieżowych? Tak napisano w gazecie. Major Siorek tez interesował się Bursztynowa Komnatą. Niejako z Urzędu / oczywiście Bezpieczeństwa / „ Tajemnica Bursztynowej Komnaty – Dolnośląski ślad „ - Za Wolność i Lud nr 13 z 1989. Z PEWNYCH!!! źródeł wiemy że w czasie kiedy w schronisku „ Orlinek „ przebywały obie zagraniczne grupy był pewien Polak / / ··········oczywiście nie był tam prywatnie / później podano w prasie ze na dzień przed katastrofa / a może już długo po niej ??? / Widział przedwojenna mapę, na której w dolinie Białego Jaru kolorowym ołówkiem zaznaczono dwa punkty „ Gustaw „ i „ Heinrich „ na mapie odciśnięta była pieczątka „ Gustaw Georg Ringel „ Polskie służby specjalne od kilku dni interesowały się „ turystami „ zza wschodniej granicy. Wiadomo było, że to nie był przypadkowy przyjazd. Sporo do myślenia daje fakt, że na wspólny wypad w góry nie zaproszono grupy polskiej. Czego grupa turystów zza wschodniej granicy mogła szukać w polskich górach w marcu?. Szlaki były dostępne, ale w wyższych partiach gór zalegało jeszcze sporo śniegu. Mimo to grupa wyszła na szlak. Czy doświadczony przewodnik przed wyjściem na szlak nie zapoznał się z warunkami panującymi w rejonie wyprawy? A może sprawa była zbyt ważna żeby odłożyć ja na później? Jest to całkiem możliwe. Gdyby sprawa mogła poczekać to Rosjanie na pewno by tak zrobili. Strona polska zapewne poczekałaby żeby się zorientować, czego „ turyści szukali w Sudetach „. SB dobrze wiedziała, z kim ma do czynienia już od przyjazdu grupy do Wrocławia. Doszło tam do drobnego incydentu jak wynika z akt Służby całkiem przypadkowego. Podczas wychodzenia z autobusu i drogi do hotelu „ młodzieżowcy „ zachowywali się dość swobodnie, co spowodowało, że interweniował patrol milicji obywatelskiej. Przypuszczalnie od tej chwili grupa miała stałego opiekuna. Nie sądzę żeby „ turyści „ obnosili się z takimi skarbami w taki sposób żeby mogli je podglądać „ przypadkowi „ ludzie ze schroniska. Wiem jednak z własnego doświadczenia ze w takich przygranicznych schroniskach w tamtych czasach ściany miały nie tylko uszy, ale i oczy. Zainteresowani powinni pamiętać, co w latach 90 o tamtejszych schroniskach i tak zwanej „ Drodze Przyjaźni, „ / ale jaja!!!! / Mówili i pisali polscy i czescy ówcześni opozycjoniści. Kto, z kim się spotykał na tamtejszej drodze i wymieniał konspiracyjne pisma?. Tak, więc darujmy sobie przypadkowość obecności TEGO Polaka / to był oficer kontrwywiadu / Nie jest tajemnica ze pomiędzy wywiadami państw OBOZU socjalistycznego pomimo deklarowanej i realizowanej w mniejszym lub większym stopniu współpracy istniała ostra walka i konkurencja, rywalizacja. Nie jest tez tajemnica ze wśród wszystkich „ bratnich „ służb wywiadowczych najmniej sympatii budził wywiad NRD. Trudno uwierzyć, że ten „ przypadkowy „ Polak w schronisku był jedynym polskim oficerem w tym miejscu. Gdzie byli inni, kiedy grupy poszły do Białego Jaru?.
18:43, peacekeeper
Link Dodaj komentarz »
nowe tajemnice
Kolejna taka dziwna sytuacja to prace poszukiwawcze, do których zaangażowano nawet wojsko z pobliskich jednostek. Prowadzono je w Lubiążu na terenie dawnego Opactwa Cystersów. Znany jest sposób wykorzystywania obiektu przez Niemców w czasie wojny. ·Prace nadzorował sam minister spraw wewnętrznych Generał Czesław Kiszczak!!!. Tutaj scenariusz był podobny. Prace prowadzono z wielkim rozmachem. Wykorzystano do nich zdjęcia lotnicze i... Satelitarne. Poszukujący wiedzieli ze pod dziedzińcem, pod ziemia cos jest, ale nie wiedzieli gdzie jest wejście. Kiedy natrafiono na trop mogący doprowadzić do wyjaśnienia jednej z tajemnic, z Warszawy przysłano pismo nakazujące natychmiastowe wstrzymanie prac, wszelkich prac?. Wojsko wróciło do koszar. SB zajęła się tropieniem wrogów ustroju. Te prace widziałem i nawet w nich uczestniczyłem, więc nie przyjmę żadnych innych wyjaśnień. Podczas pobytu na terenie opactwa słyszałem różne wersje wyjaśniające, dlaczego prace nagle wstrzymano. W czasie wojny pod opactwem istniała fabryka zbrojeniowa. Nawet dzisiaj w pobliskim Brzegu Dolnym wytwarza się chemikalia.. Jeden z oficerów, z którym dość często przebywałem i rozmawiałem na różne tematy, kilka tygodni później powiedział mi, że mamy szczęście, iż wyszliśmy z tamtą cało. To była jego odpowiedź na moje pytanie czy jeszcze tam wrócimy. Polubiłem to miejsce i nawet prowadziłem swoje własne prace. Większość zapisków utraciłem podczas wypadku, jaki miałem w wojsku. Ale wracając do Lubiąża i tamtych poszukiwań. Z innych ust dowiedziałem się, że prace wstrzymano, ponieważ ktoś poinformował gore, że w podziemiach mogą się znajdować pociski i bomby z bronią chemiczną. To zazwyczaj skutkuje. Armia Niemiecka miała broń chemiczną, duże jej zapasy pochodziły jeszcze z czasów I wojny światowej. Spora część składowano na terenach, które obecnie należą do Polski. Po II wojnie światowej większych składów broni chemicznej nie odnaleziono. W czasie działań wojennych też nie została użyta. Ciekawe jest, że takie ostrzeżenia zawsze przychodzą we właściwym czasie. Kto je przysyła? Skąd wie, kiedy? O tym jak bliskie było rozwiązanie tajemnicy świadczyć może fakt, że kiedy kierujący poszukiwaniami na miejscu major SB Stanisław Siorek upierał się żeby prace kontynuować został odwołany do Wrocławia a później całkowicie odsunięty od wszelkich tego typu prac, jakie SB prowadziła na Śląsku. W wieku 40 kilku lat uznano go za niezdolnego do służby w ORGANACH i wysłano na rentę. To chyba jeden z nielicznych przypadków ze ktoś, wysoki oficer, mógł być niezdolny do służby w SB a zarazem dowód że SB jednak nie była wszechmocna . O przeniesieniu pana Siorka na rentę dowiedziałem się w drugiej połowie lat 90 / przeniesiono go jeszcze za czasów PRL-u / od pewnego znajomego z czasów pobytu na wykopkach w Lubiążu. Początkowo Pan H nie przyznawał się ze tam był ale ja go zapamiętałem z innego powodu , jako dowódca warty / pracowałem w wojsku / zgodnie regulaminem i instrukcjami kazałem usunąć wszystkie prywatne samochody z wojskowego parkingu przed brama wjazdowa do Opactwa . Pan H upierał się, straszył,groził, powoływał się na koneksje Nawet odepchnął wartownika. Był w cywilnym ubraniu i nie miał czy tez nie chciał pokazać dokumentów, więc po prostu wpakowałem go do aresztu. Jako ze aresztu nie mieliśmy, więc został zamknięty w piwnicy. Biedaczysko spędziło noc na gołym betonie, bo łóżka tez nie było, żołnierze spali na materacach rozłożonych na trawie. ·············Podobno głośno krzyczał, ale piwnica była głęboka. Samochód ··········marki Syrena odholowaliśmy na pobliski parking. Numer rejestracyjny pamiętam do dzisiaj. Serio. WRV 3110. Jako że znajomi pana H nie mogli mi zaszkodzić ani usunąć dyscyplinarnie / znałem Pana Siorka osobiście znaleźli inny sposób żeby się mnie pozbyć – ich szef zaproponował żeby mój szef dał mi...7 Dni urlopu za ten wyczyn. ············Owszem urlop dostałem, ale tylko 5 dni dopiero po powrocie z wykopów. Co oznaczało ze dalej nie mogli parkować na naszym placu. Ciekawe czy Ringel to rzeczywiście pseudonim . Polskie służby specjalne też podjęły trop. Jak wyżej wspomniałem nie tylko ten jeden?. Jeden z agentów podający się za dziennikarza piszącego o Prusach wschodnich wielokrotnie spotyka ł się z odsiadującym dożywocie w polskim wiezieniu w Barczewie, Erichem Kochem. Koch nigdy nie zaakceptował podziału Niemiec, do końca życia prenumerował niemieckie gazety razem z nimi podsuwano mu tez inne materiały. Obaj „ żołnierze „ sporo dyskutowali o przeszłości. Były Gaulaiter Prus Wschodnich interesował się tymi terenami. Mało, kto wie, że wyrok dożywocia odsiadywał w więzieniu, które...Sam kazał zbudować. I jak tutaj nie wierzyć ze historia kołem się toczy? Erich Koch nigdy nie dożył chwili, w której znowu jest jedno Państwo Niemieckie, czasów, w których Niemcy znowu mogą mieszkać na terenie Prus Wschodnich. Jednak tylko nieliczni wiedza ze jego wizje po prostu się sprawdziły. Jeszcze mniejsze grono wie gdzie zakopano doczesne szczątki ostatniego Gaulaitera Prus Wschodnich. Tylko nieliczni widzieli zdjęcie tego miejsca. Teraz po zmianach systemowych w Polsce niektóre archiwa zostały odtajnione a inne... Opróżnione, więc tajemnic wcale nie ubędzie, wręcz przeciwnie bardzo wiele ich przybyło
18:41, peacekeeper
Link Dodaj komentarz »
tragedia w górach
Do 1968 roku Biały Jar był w całości dostępny dla turystów. Obecnie pewna część jest zamknięta dla zwiedzających. Zakaz związany jest z pewnym tragicznym wydarzeniem z 20.Marca 1968 roku. W lawinie śnieznej, jaka wówczas zeszła do Białego Jaru zginęło 19 osób należących do dwóch grup młodzieżowych. Rano 20.03.1968 Roku wyruszyły one ze schroniska SZMP „ORLINEK „ w Karpaczu do Białego Jaru oficjalnie w celu turystycznym, ale w rzeczywistości „ młodzieżowcy „ poszukiwali „ Gustawa „ i „ Heinricha „. Wśród ofiar lawiny było 13 lub 14 Rosjan, 4 obywateli NRD oraz jeden lub 2 obywateli PRL. O zdarzeniu pisały Nowiny Jeleniogórskie. W notatce z 28 marca w gazecie napisano, że w lawinie zginęło 14 Rosjan, jeden obywatel NRD oraz pilot wycieczki Polak z Warszawy. W kolejnej notatce która miała się ukazać 4 kwietnia ale z pewnych względów ukazała się dopiero 11 kwietnia Czyli 2 tygodnie po pierwszej, lista ofiar została trochę zmieniona. Umieszczono na niej 13 obywateli ZSRR 4 obywateli NRD / trzech niby miało iść przodem i nic nie wiedzieli o wycieczce / do polskiego pilota Stefana Werediuka urodzonego w Warszawie w 1941 roku, dołącza natomiast jeszcze jeden Polak BOLESŁAW KOROLEWSKI urodzony w Warszawie w 1913 roku. Nie bardzo wiem skąd ta pewność w sprawie Niemców, przecież wszyscy? Zginęli to skąd wiadomo, że ci z przodu nic nie wiedzieli o tym z tyłu? Kolejna sprawa to trochę znam tamtejsze realia. Kilkanaście lat później służyłem w tamtejszym batalionie WOP „ Śnieżka „ z Sudeckiej Brygady WOP . Wiem ze w tamtych czasach nie było możliwe takie samodzielne – samowolne poruszanie się nawet „ turystów z bratnich krajów „ w tamtym rejonie . Sam próbowałem takich eskapad znałem teren, pracowałem w WOP i rzadko udawało mi się naprawdę samodzielnie połazić po okolicach Czarnego Stawu. Nazwiska tragicznie zmarłych obywateli NRD: Hein Grunert Eugen Neubauer Karl Holler Ingeborg Ringel ! Ingeborg Ringel Raczej trudno określić, jakiej płci jest ta osoba. Dopiero po konsultacji dochodzimy do wniosku ze to raczej imię żeńskie. I tak też było. Czyli teoretycznie odpada pogląd ze to syn SS – mana. Gazeta nie podawała płci ofiar zwłaszcza cudzoziemskich. Jednak bezpośrednio zainteresowani dobrze wiedzieli, że TEN Ringel to...Kobieta. Dlaczego więc powtarzali błędy? Może i oni wpadli we własne sidła. Sprawa była tak tajna, że nawet „ swoi „ nie wszystko wiedzieli. Czy naprawdę doszło do pomyłki? Znowu są dwa rozwiązania, zamiast syna mogła być córka albo... Synowa. To w zasadzie rozwiązuje problem, jaki widzi znany poszukiwacz skarbów Pan Włodzimierz Antkowiak. 26 letnia kobieta mogła być żoną syna SS – mana. To by jednak oznaczało, że zainteresowany...Przeżył. Ale problem tkwi gdzie indziej jak się okazało z pięć osób zostało uratowanych. Niestety utajniono, z której byli grupy. Zastanówmy się i sami wyciągnijmy wnioski dotyczące możliwości, że 26 letnia Niemka poszła w góry sama z grupa 15 mężczyzn. Wiemy, że była jeszcze jedna grupa 3 osobowa, która jednak została zasypana przez lawinę. Komunikat o uratowaniu 5 osób potwierdza ze istniała kolejna grupa albo... Trzy osobowa grupa była grupa 8 osobową. To mogli być zwiadowcy, którzy mieli mapy i sprzęt pozwalający odnaleźć i zlokalizować w terenie poszukiwany obiekt. Oznaczałoby to ze grupa niemiecka / NRD – oska / była liczniejsza, kobieta nie poszła ze zwiadowcami tylko z grupa główną. A może wszystko było jak opisano wcześniej. 16 + 3 A pozostali już czekali na miejscu? O takiej ewentualności może świadczyć pośpiech, w jakim poruszała się grupa radziecka Dziwne jest zachowanie polskich służb ratowniczych. Początkowo wydano dyspozycje do rozpoczęcia akcji ratunkowej, ale po kilkudziesięciu minutach akcję odwołano. To prawda, że warstwa śniegu była bardzo gruba, ale pod śniegiem przecież mógł ktoś ocaleć. Większość ciał odnaleziono dopiero po stopnieniu śniegów. Jednak szlak w dalszym ciągu był zamknięty. Czego jeszcze szukano?. Albo może, co chciano ukryć? Może lawina odkryła ukryte tam tajemnice III Rzeszy. Może władze potrzebowały bardzo dużo czasu żeby je zbadać i...Przejąć? Nazwisko Korolewski jest bardzo podobne zwłaszcza w wymowie do nazwiska radzieckiego komisarza, który jako pierwszy z urzędu poszukiwał Bursztynowej Komnaty. Tyle ze radziecki komisarz to KROLEWSKI. Komisarz zajmował się poszukiwaniami w latach 1949-61. Otóż jakiś czas po wojnie do władz radzieckich za pośrednictwem „ Free Welt „ / była taka gazeta w NRD / zgłosił się młody Niemiec zamieszkały w Elsterbergu. Sprawa była o tyle ciekawa ze był on synem SS obersturmbannfuhrera specjalisty od ukrywania cennych przedmiotów i magazynów broni na terenach zajmowanych przez Armię Czerwoną. Ojciec tego młodego Niemca w ostatnich miesiącach wojny na pokładzie okrętu podwodnego przybył do Królewca i przed zdobyciem miasta przez Rosjan ukrył wiele cennych przedmiotów w tym przypuszcza się ze i Bursztynowa Komnatę. Syn owego SS – mana w 1948 roku odnalazł w piwnicy rodzinnego domu część notatek ojca / w rzeczywistości było trochę inaczej – młody Niemiec wraz z rodzina wprowadził się do pustego domu, w którym podczas wojny mieszkał oficer SS / Były to kopie poleceń, rozkazów oraz dziennik, w którym SS – man zapisywał swoją działalność w ostatnim okresie wojny. Z zapisków wynikało, że Niemiec jednak cos ukrył w Królewcu lub w jego okolicy. Ze względu, na SS – mańską przeszłość ojca / podobno zaginął w 1947 roku / gazeta, która poprzednio nagłośniła sprawę / zapewne celowo, bo jakoś trudno sobie wyobrazić żeby nie była pod kontrolą okupantów / nie chcąc narażać informatora nadała mu pseudonim Rudolf Ringel , ojca zaś nazwano Georgiem Ringlem. Rosjanie potraktowali informacje poważnie. Niemca zaproszono? / Okupanci nikogo nie musza zapraszać, zwłaszcza, jeżeli maja NKWD / do Kaliningradu czy raczej Królewca czy Konigsbergu, bo tak się to miasta nazywało za Niemców. W czasie działań wojennych miasta zostało bardzo zniszczone, kolejnych zniszczeń i celowej dewastacji dokonano po wojnie, splantowano nawet stary zamek krzyżacki – widziałem to miejsce w 2003 roku. W związku z takim wielkimi zmianami młody Singel nie potrafił zlokalizować schowka, o którym zapewne powiedział mu ojciec lub tajemniczy znajomy, który za cenę ocalenia życia chciał wydąć skarb okupantom. Poszukiwaniami Bursztynowej Komnaty i innych ukrytych przez Niemców skarbów zajmowali się także Polacy Od samego początku istnienia zajmowała się tym komórka, UB a później SB. Mój znajomy twierdzi ze bywało, iż poszukiwacze skarbów dostawali znacznie więcej sprzętu i środków niż komórki zajmujące się zwalczaniem opozycji czy wrogów ustroju. Kiedyś powiedział ze gdyby SB bardziej zajmowała się zwalczaniem opozycji niż szukaniem skarbów to na pewno dalej realizowalibyśmy kolejny plan 5- letni. Nie jest tajemnica, że często takimi grupami poszukiwaczy dowodzili najwyżsi zwierzchnicy z Warszawy. Np. znany mi przypadek z okolic Wałbrzycha, kiedy to ekipa penetrująca teren natrafiła na tajemnicze wejście do sztolni. Powiadomili Górę. Po kilku godzinach przysłano telex z Warszawy podpisany przez znanego ministra pochodzącego ze śląska żeby prace natychmiast...Zakończyć, bo są zbyt niebezpieczne. Poszukiwacze byli zaskoczeni, bo nikt nie wykonał żadnych ekspertyz ani nawet nie zapoznał się z sytuacja na miejscu. Jak ustalono krewny, bardzo bliski krewny ministra, który podjął taka decyzję, wiernie służył w Wermachcie?.
17:04, peacekeeper
Link Dodaj komentarz »
wątpliwości ciąg dalszy
W marcu 1986 roku wykonano dodatkowe zdjęcia lotnicze i satelitarne w tym w podczerwieni . Potwierdzono istnienie podziemnych hal i korytarzy . Zlokalizowano podziemne obiekty kuliste o średnicy 10 i 15 metrów . Kolejna akcje podjęto 3 grudnia 1986 roku . Miałem przyjemność brać w niej udział . Polecenie do wkroczenia na teren Klasztoru podobnie jak za pierwszym razem wydał generał Kiszczak teraz już jako Minister Spraw Wewnętrznych . Po trzech dniach intensywnych działań i mimo uzyskania dobrych rezultatów akcje odwołano . Tym razem rozkaz pochodził na pewno z ...Legnicy , ze sztabu wojsk radzieckich . Do akcji weszły służby NRD . Żołnierze otrzymali rozkaz powrotu do koszar . Spotkałem się także z wersją Wg. której odwołanie akcji miało związek z powojenna historią obiektu . Zaraz po wojnie w klasztorze zorganizowano obóz dla powracających z niewoli żołnierzy radzieckich . Później był tam szpital wojenny . Władze polskie otrzymały obiekt pod koniec 1947 roku . W tym czasie na polach i dziedzińcu klasztoru powstało szereg zbiorowych mogił . Poszukiwania mogły by je ujawnić . Tak więc protest i zabiegi NRD – owskich służb specjalnych była na rękę władzom radzieckim . Pewne nadzieje na rozwiązanie niektórych tajemnic z tego okresu wiążemy z obecnymi przemianami . Po wejściu polski do UNI Europejskiej zwiększy się swoboda przepływu ludności , niektórzy na pewno powrócą na swoje dawne ziemie , będą chcieli wydobyć rodzinne tajemnice , inni odkopać to co kiedyś w latach 1944-45 ukryli sami lub ich przodkowie na rozkaz swoich lokalnych Fihrerów . Istnieje poważne niebezpieczeństwo ze to wówczas ,może dojść do niekontrolowanej eksplozji którą spowodują nieostrożni Niemcy . Nie wszystkie zapalniki i bomby zwłaszcza te ciężkie lotnicze utraciły swoja niszczycielską moc . O tym akurat sam mogłem się przekonać .
15:46, peacekeeper
Link Dodaj komentarz »
są wszędzie
Podczas służby w LWP przypadkowo oddelegowano mnie do jednego z miasteczek na Pomorzu . Byłem tam nowy i raczej nie przewidziany do tego abym się tam zestarzał więc woziłem gońca lub papiery do innej jednostki , czasem jeździłem do sztabu Dywizji . Zaprzyjaźniłem się z pewnym majorem służb technicznych . Opowiedział mi bardzo ciekawa historyjkę . Podczas wojny kilka km od jednostki było niemieckie lotnisko a raczej lądowisko . W PRL – u najpierw były tam łąki następnie ogródki działkowe później miało powstać osiedle domków jednorodzinnych . Saperzy zajęli się rozminowaniem terenu , znaleziono sporo niewypałów i niewybuchów . Powstały plany uzbrojenia terenu , przeciągnięto nitkę gazociągu . Niektórzy rozpoczęli prace budowlane . Wtedy już było wiadomo że coś jest nie tak . W pobliżu wybudowano dom opieki czy nawet szpital . Na krótko przed wybuchem stanu wojennego do tamtejszego urzędu gminy przysłano pismo w którym anonimowy informator donosił że należy natychmiast wstrzymać budowę osiedla . Po 13 grudnia prace lekko przyhamowano ale trwały nadal . Kontrwywiad zatrzymał obywatela RFN u którego znaleziono przedwojenne mapy tego terenu . Twierdził że poszukuje grobów z czasów wojny . Miał stare mapy z których wynikało że na terenie budowy osiedla znajduje się cmentarz wojenny . Ponownie przeszukano teren . Okazało się że na mapie zaznaczono nie zbiorowe mogiły lecz ... podziemne miedziane !!! zbiorniki paliwa . Nie były to wielkie zbiorniki ale prawe i ... pełne !!! . Aż strach pomyśleć co by się stało gdyby np. podczas pożaru eksplodowały . Albo podczas prac budowlanych natrafił na nie lemiesz koparki . Z okolic dolnego śląska znany jest przypadek kiedy to pod koniec lat 70 jedna z niemieckich firm przysłała plany i wypowiedzenie umowy gwarancyjnej na instalacje wodociągowe i kanalizacyjne do jednostki wojskowej w Żaganiu . Jako powód podano brak możliwości konserwacji przez 30 lat . Plany bardzo się przydały bo były bardzo dokładne i pozwoliły na odnalezienie włazów do studzienek kanalizacyjnych i studni awaryjnej . Uwaga kiedy tam byłem w 1983 roku dowiedziałem się że agregat napędzający pompę i hydrofor ciągle jest sprawny a wodę ze studni wykorzystuje się do mycia pojazdów i napełniania zbiorników przeciwpożarowych . Sensacje wzbudził nie odkryty przez tyle lat ...schron przeciwlotniczy . Był wyposażony i gotowy na przyjęcie ludzi chcących się ukryć przed nalotem lotniczym . Nie byłem w środku ale pokazywano mi wejście . To wszystko „ ukryto „ o ile schrony przeciwlotnicze się ukrywa , na terenie jednej z ówcześnie największych baz wojskowych w PRL-u . Nawet nie trzeba zbyt wiele myśleć aby wyobrazić sobie co Niemcy i ich doświadczeni fachowcy od ukrywania mogli schować np. w Sudetach . Co jeszcze kryje dolnośląska ziemia ? Czy kiedykolwiek odnajdziemy Gustawa i Heiricha ? Wszyscy zainteresowani wiedzą że obecnie nie ma już problemu aby odnaleźć to „ towarzystwo „ ale nikt nie wie czym „ panowie „ go zaskoczą . Czasy się zmieniły i w formularzach nie ma już krateczki – straty bojowe . Teraz należałoby wszystko wpisać w – straty nie bojowe A z tych trzeba się tłumaczyć , nawet przed takim kimś jak „ idiota prokurator „ . Starożytni Rosjanie mawiali – jeżeli tylko Wasia ma 1000 dolarów to jest bardzo bogatym człowiekiem , jeżeli Wania ma 2000 dolarów to jest najbogatszy w całej guberni a kiedy wszyscy maja po 3000 dolarów to gubernia musi być bardzo biedna . / wszystko już ukradziono / . Gdyby groźby jakimi „ strażnicy niemieckich skarbów „ zostały spełnione , gdyby były realne to mogłoby dojść do ogromnej tragedii , katastrofa ekologiczna objęła by swoim zasięgiem ogromne połacie Polski , Niemiec a nawet Czech . Piszę o zagrożeniu Niemiec bo tutaj chodzi o skażenie rzek , dopływów Odry i Łaby . W przypadku niepomyślnych wiatrów w zależności od rodzaju użytej broni zagrożone mogą być wielkie miasta Wrocław , Jelenia Góra , Legnica i inne . Specyficzne ukształtowanie terenu Kotliny Jeleniogórskiej mogłoby spotęgować skutki ewentualnego uwolnienia w tym rejonie niemieckiej broni chemicznej z czasów II wojny światowej . To właśnie pod płaszczykiem poszukiwanie takiej broni i wiadomości o niej SB mogła tak swobodnie i z takim poparciem prowadzić swoje poszukiwania „ skarbów „ . Takie połączenie dwa w jednym . Można zadać pytanie dlaczego do tej pory do takiej eksplozji jeszcze nie doszło ? Czyżby ? Coś za coś ? Są znane przypadki nagłych odwołań grup poszukiwawczych , czasem wydawałoby się na kilka chwil przed osiągnięciem celu . Dziwna zmiana decyzji u osób raczej ...zdecydowanych . Szantaż ? Jest bardzo prawdopodobne że większość a może nawet wszystkie składy , nie mają systemu ładunków wybuchowych umożliwiających odpalenie , Wejścia są dobrze zabezpieczone , zamaskowane . Być może obecnie i przeszłości , nie ma , nie było możliwości ich odpalenia . Skutecznie spełniają swoją rolę jako straszaki . Najbardziej znana historia straszaka związana z Lubiążem wydarzyła się w latach 80 XX wieku . Ma związek z Niemiecką bronią chemiczną . W listopadzie 1982 roku ktoś poinformował władze że zostanie zatruta woda w okolicy Wrocławia . Za odstąpienie od gróźb domagał się spełnienia żądań politycznych oraz okupu . SB skojarzyła groźby z istnieniem podziemnej fabryki chemicznej pod Klasztorem w Lubiążu . Akcją dowodził ówczesny szef Wojskowej Służby Wewnętrznej Generał Czesław Kiszczak . Niektórzy dziennikarze skojarzyli ta akcję z poszukiwaniem Tak zwanego wrocławskiego złota . Tak też pisała o tym prasa . Władzy było to bardzo na rękę ponieważ nie można było ogłosić oficjalnego celu poszukiwań . Opis akcji można spotkać w niektórych publikacjach z tego okresu . Wspomina o niej Włodzimierz Antkowiak w „ Nie odkrytych skarbach „ Poszukiwania nie dały rezultatu . Szantażystę ujęto
15:43, peacekeeper
Link Komentarze (1) »
Sfinks Atakuje
Akcja i jej cel na długie lata paraliżowały i nadal trzymają w szachu urzędowych poszukiwaczy skarbów. Nigdy dokładnie nie ustalono czy cokolwiek wyniesiono, wywieziono z fabryki. Gdzie to później złożono?. Straszak jednak do dzisiaj spełnia swoje zadanie . W 1947 roku Rosjanie zatrzymali niemieckiego naukowca który pracował nad rozwojem niemieckiej broni chemicznej . Podobno ujawnił im tajemnicę pewnego gazu który składał się z kilku składników , każdy jeden z osobna nie był szkodliwy dla ludzi ale zmieszane razem Nawet w czasie lotu pocisku były niebezpieczne . Niemcy opracowali antidotum , środek który uodparniał na ta substancję ludzi którzy go zażyli , żołnierze mogli atakować bez masek przeciwgazowych . Dla Rosjan to była nowość ale później tego rodzaju bojowe środki trujące stały się bardzo powszechne . Moi niemieccy znajomi twierdzą, że tej nocy z fabryki nie wywieziono broni chemicznej – Niemcy podczas II WSW. Nigdy nie użyli tego typu broni, ale wyniesiono plany oraz zniszczono linie produkcyjne fabryki. Niejako przy okazji zginęli przebywający pod ziemią hitlerowscy naukowcy i robotnicy przymusowi. Związane jest to z faktem, że Rosjanie nigdy nie odnaleźli podziemnej części kompleksu zbrojeniowego. Nagły szybki atak czołowych oddziałów radzieckich uniemożliwił pełna ewakuację obiektu i zniszczenie, zatarcie śladów. Pod ziemia została bardzo liczna grupa naukowców i pracowników. Wezwali pomoc. Naukowcy zagrozili że ujawnia tajemnicę Rosjanom . Hitler obawiał się konsekwencji, jakie by nastąpiły po zajęciu sprawnego obiektu wraz z obsługą i zapasami wyprodukowanej broni . A także paliwa do silników odrzutowych . Znane są przypadki ze wycofujący się Niemcy niszczyli wszystkie zakłady , kopalnie , sztolnie , szyby górnicze nawet te w których wydobywano kamienie do budowy dróg . Wejścia zostały odstrzelone na długości kilkudziesięciu metrów . W podziemiach Gór Sowich , Książa , Walimia i innych prace budowlane trwały niemal do ostatniego dnia niemieckiego panowania . zachowały się zeznania i a ślady są widoczne nawet dzisiaj że roboty betoniarskie W podziemiach Książa trwały nawet w maju 1945 roku . Czyżby cel był aż tak blisko ? Jak wiemy w tym okresie niemal bez żadnych przeszkód na potrzeby Wermachtu pracował przemysł czeski . Poszukiwacze i badacze polscy mało kiedy zwracają na to uwagę . Cała Czechosłowacja była pod panowaniem feldmarszałka Schoernera . Niemcy nie potrzebowali paszportów żeby przekraczać tą umowną sztucznie wytyczoną granicę pomiędzy RP a Czechami . Wówczas nie było takiej granicy . Pamiętajmy że to czeski przemysł i czeska armia uzbroiły Wermacht ruszający na wojnę z Francją . Większość tych zakładów nie przerwała produkcji nawet po zakończeniu wojny . Czasem tylko zmieniły się nazwiska dyrektorów bo z konieczności Niemca musiał zastąpić Czech . Po drugim zajęciu Fabryki przez Rosjan podjęto samodzielne próby odgruzowania wejść i dotarcia do podziemi zwłaszcza na terenie Klasztoru, bo to tam były ukryte wejścia i kanały wentylacyjne. Podczas jednej z takich nielegalnych wypraw nastąpiła eksplozja miny pułapki. Było wiele ofiar. Oficjalnie 4 zabitych, ale nieoficjalnie znacznie więcej. Po tej akcji radziecki komendant zabronił penetrowania podziemi. Po wojnie w PRL wyolbrzymiano wielkość i tajemniczość obiektu zwłaszcza jego nie odkrytej części podziemnej. Chociaż obecna technika pozwala na dotarcie do podziemnych hal, jeżeli takie istnieją, lub ich odnalezienie i zlokalizowanie w terenie to żadne próby z użyciem sprzętu technicznego nie zostały podjęte. Z zachowanych w Niemczech spisów obejmujących wykazy dostarczanej do podziemnej fabryki żywności jakoś nie wynika o masowym zatrudnianiu w niej tysięcy więźniów i pracowników. Może tak się działo w części nadziemnej . Wykluczam przypuszczenie że w podziemiach Lubiąża ukryto Wrocławskie Złoto . Owszem może w podziemiach ukryto dobra i skarby z opactwa ale na pewno żadnych innych skarbów tam nie znajdziemy . Możliwe że podziemia okażą się wielkim zbiorowym grobem w którym leżą wymieszane szczątki katów i ich ofiar . Możliwe że podczas szukania wejścia lub tez już jego samego odkrycia ofiar jeszcze przybędzie .
15:39, peacekeeper
Link Dodaj komentarz »
Przebudzenie się Sfinkasa
Z fabryka chemiczna w Brzegu Dolnym – niemiecki Dyhernfurth , została zajęta przez czołowe oddziały Armii Czerwonej już 26 stycznia 1945 roku . Rosjanie na podstawie własnych informacji wywiadowczych wiedzieli co się tam produkuje , znali znaczenie obiektu który wielokrotnie bombardowali – jego część nadziemną . W tamtym okresie czasu wszyscy już wiedzieli że główne linie produkcyjne nie tylko tej ale i innych fabryk były ukryte pod ziemią , niemiecki przemysł zszedł do podziemia . Front przesuwał się bardzo szybko , właściwie to żadnej wyraźnej linii frontu nie było . Oddziały wydzielone zajmowały miasta i obiekty , obsadzały je szkieletową załogą i parły dalej na zachód , na Berlin . Dokładną penetracją i rabunkiem zajmowały się wyspecjalizowane oddziały tyłowe . Z fabryką związana jest pewna bardzo ciekawa i brawurowa akcja niemieckiej grupy bojowej „ Sachsenchaimer „. Grupa pochodziła z 3 pułku słynnej i tajemniczej Dywizji Do Zadań Specjalnych „ Brandenburg „ 4 lutego 1945 roku grupa wraz ze swoim dowódcą 35 letnim generałem Wermachtu Erichem Sachsenchaimerem sforsowała Odrę, po brawurowym szturmie opanowała zdobyte przez Rosjan zakłady chemiczne i... No właśnie i co? Wg jednych źródeł zniszczyła znajdujące się tam zapasy broni chemicznej, inni twierdzą, że tylko je „ zabezpieczyła „ żeby Rosjanie nie mogli ich szybko wykorzystać przeciwko niemieckim miastom. Nocna akcja kilkuset-osobowej grupy bojowej nie mogła zneutralizować nagromadzonych w Filii I.G. Farbenindustrie wszystkich pojemników, bomb i pocisków z gazami bojowymi. Wysadzenie ich w powietrze lub spalenie groziłoby katastrofa ekologiczna i śmiercią samych atakujących. Bardzo prawdopodobna staje się wiec teoria, że grupa generała miała za zadanie zniszczenie wejść do tuneli, zaminowanie podziemnych ciągów komunikacyjnych. Teraz składy i fabryka będą naprawdę niedostępne i na nic przydadzą się mapy plany czy zeznania ocalałych robotników przymusowych z dawnych lat. Mała odległość do rzeki Odry jest skutecznym straszakiem. Obecnie nikt nie wie, w jaki sposób zabezpieczono szyby, magazyny i gdzie są składowane ładunki chemiczne. Nikt nie zaryzykuje skażenia Odry czy pobliskiej aglomeracji Wrocławskiej. Za sprawne i zakończone sukcesem przeprowadzenie akcji generał Sachsenhaimer otrzymał od Hitlera „ Liście Dębowe z Mieczami „ do Krzyża Rycerskiego. Od początku wojny było on 132 żołnierzem Wermachtu, któremu nadano tak wysokie odznaczenie. On jego zasługach i osiągnięciach pisano już po wojnie w licznych publikacjach w Zachodnich Niemczech. Moi niemieccy znajomi pokazali mi wypowiedź jednego z komendantów Festung Breslau gen.mjr. H von. Ahlen. Po akcji grupa sprawnie opuściła teren fabryki, ale wówczas do ataku przystąpili Rosjanie. Teraz wiedzieli że Niemcy nie zabrali broni chemicznej, więc nie byli już tak niebezpieczni. Ostatecznie grupę rozbito w okolicach Środy Śląskiej. Generał wraz z kilkusetosobowym oddziałem / 600 – 800 żołnierzy / wydostał się z okrążenia. Ciekawy jest jednak kierunek w którym wycofywała się grupa po wykonaniu zadania . Dlaczego generał ponownie nakazał forsować lodowatą Odrę ? Przecież z map sztabowych – widziałem taką oryginalną – wynikało że w kierunku przeciwnym grupa miała znacznie bliżej do swoich . Kilkanaście km w kierunku zachodnim w rejonie Ścinawy walczyło i to z powodzeniem silne zgrupowanie wojsk niemieckich . Most był jeszcze nie zniszczony . Wojska radzieckie nieźle oberwały podczas bitwy i walk o przyczółek dzisiaj jedyne widoczne ślady to bunkier przy moście kolejowo-drogowym , pomnik czerwonoarmistów , zarys okopów . Dlaczego generał wybrał inna drogę ? dłuższą i jednak bardziej niebezpieczną jak się okazało . Dlaczego Niemcy jeszcze raz sforsowali Odrę ? Samoistnie ciśnie się na usta odpowiedź na nie zadane pytanie . Grupa generała miała za zadanie wywiezienie jakiegoś ładunku ale nie do Niemiec tylko na południe , może do Kompleksu RIEZE ? albo do tak pośpiesznie budowanego Podziemnego Miasta w kompleksie Włodarza i Osówki . Moje niemieckie znajome dotarły do informacji z których wynika że grupa miała za zadanie zniszczenia specjalnego paliwa do silników odrzutowych Paliwo mogliby wykorzystać Rosjanie . Zbiorniki zostały zniszczone ale nie wydaje się żeby to był jedyny cel akcji .
15:37, peacekeeper
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2