Blog > Komentarze do wpisu
...tym więcej drzew
Podczas jednej z rozmów agent uzyskał od Kocha informację, że ukrycie Bursztynowej Komnaty powierzono jakiemuś oficerowi SS, chyba obersturmbannfuhrerowi. Wówczas na pytanie agenta czy to był Georg Ringel Koch odpowiedział twierdząco. Chodziło o nazwisko, konkretne nazwisko a nie o pseudonim. Dane te potwierdził także inny wysoko postawiony Niemiec, profesor Paul Encke wieloletni pracownik Ministerstwa Spraw Wewnętrznych byłej NRD, to on jest autorem znanego raportu o Bursztynowej Komnacie. Jest pewne, że obaj wspomniani Niemcy się nie porozumiewali ani nie znali treści rozmowy agenta SB z Kochem Chociaż Encke wiedział i to na pewno o rewelacjach niemieckiej gazety z 1947 roku. Profesor pisze ze ukrycia skarbu / Komnaty / dokonał wysoki ranga oficer SS nazwiskiem Ringel. Major Siorek tez się zainteresował ta niby zbieznościa nazwisk Korolewski - Krolewski + Ringel. Czy to przypadek, że ci dwaj / a może trzej / ludzie związani z poszukiwaniem Bursztynowej Komnaty tak nagle pojawiają się na końcu polski, w Karpaczu, razem, razem idą w góry, razem tragicznie w nich giną?. Nazwiska tragicznie zmarłych mogły zostać zniekształcone, od razu nikt się nimi nie interesował, zwłaszcza nazwiskami obcokrajowców. Mogły zostać zniekształcone w druku, albo podczas rozmowy podczas pisania notatki. Proszę spróbować wypowiedzieć z rosyjska brzmiące nazwisko Krolewski i Korolewski a następnie sprawdzić jak zapisze je rozmówca. Czy spotkanie w Karpaczu i w schronisku rzeczywiście było spotkaniem grup młodzieżowych? Tak napisano w gazecie. Major Siorek tez interesował się Bursztynowa Komnatą. Niejako z Urzędu / oczywiście Bezpieczeństwa / „ Tajemnica Bursztynowej Komnaty – Dolnośląski ślad „ - Za Wolność i Lud nr 13 z 1989. Z PEWNYCH!!! źródeł wiemy że w czasie kiedy w schronisku „ Orlinek „ przebywały obie zagraniczne grupy był pewien Polak / / ··········oczywiście nie był tam prywatnie / później podano w prasie ze na dzień przed katastrofa / a może już długo po niej ??? / Widział przedwojenna mapę, na której w dolinie Białego Jaru kolorowym ołówkiem zaznaczono dwa punkty „ Gustaw „ i „ Heinrich „ na mapie odciśnięta była pieczątka „ Gustaw Georg Ringel „ Polskie służby specjalne od kilku dni interesowały się „ turystami „ zza wschodniej granicy. Wiadomo było, że to nie był przypadkowy przyjazd. Sporo do myślenia daje fakt, że na wspólny wypad w góry nie zaproszono grupy polskiej. Czego grupa turystów zza wschodniej granicy mogła szukać w polskich górach w marcu?. Szlaki były dostępne, ale w wyższych partiach gór zalegało jeszcze sporo śniegu. Mimo to grupa wyszła na szlak. Czy doświadczony przewodnik przed wyjściem na szlak nie zapoznał się z warunkami panującymi w rejonie wyprawy? A może sprawa była zbyt ważna żeby odłożyć ja na później? Jest to całkiem możliwe. Gdyby sprawa mogła poczekać to Rosjanie na pewno by tak zrobili. Strona polska zapewne poczekałaby żeby się zorientować, czego „ turyści szukali w Sudetach „. SB dobrze wiedziała, z kim ma do czynienia już od przyjazdu grupy do Wrocławia. Doszło tam do drobnego incydentu jak wynika z akt Służby całkiem przypadkowego. Podczas wychodzenia z autobusu i drogi do hotelu „ młodzieżowcy „ zachowywali się dość swobodnie, co spowodowało, że interweniował patrol milicji obywatelskiej. Przypuszczalnie od tej chwili grupa miała stałego opiekuna. Nie sądzę żeby „ turyści „ obnosili się z takimi skarbami w taki sposób żeby mogli je podglądać „ przypadkowi „ ludzie ze schroniska. Wiem jednak z własnego doświadczenia ze w takich przygranicznych schroniskach w tamtych czasach ściany miały nie tylko uszy, ale i oczy. Zainteresowani powinni pamiętać, co w latach 90 o tamtejszych schroniskach i tak zwanej „ Drodze Przyjaźni, „ / ale jaja!!!! / Mówili i pisali polscy i czescy ówcześni opozycjoniści. Kto, z kim się spotykał na tamtejszej drodze i wymieniał konspiracyjne pisma?. Tak, więc darujmy sobie przypadkowość obecności TEGO Polaka / to był oficer kontrwywiadu / Nie jest tajemnica ze pomiędzy wywiadami państw OBOZU socjalistycznego pomimo deklarowanej i realizowanej w mniejszym lub większym stopniu współpracy istniała ostra walka i konkurencja, rywalizacja. Nie jest tez tajemnica ze wśród wszystkich „ bratnich „ służb wywiadowczych najmniej sympatii budził wywiad NRD. Trudno uwierzyć, że ten „ przypadkowy „ Polak w schronisku był jedynym polskim oficerem w tym miejscu. Gdzie byli inni, kiedy grupy poszły do Białego Jaru?.
poniedziałek, 11 lipca 2005, peacekeeper

Polecane wpisy

  • Ja nie wierzę

    Powiedziałem ze ja nie wierzę że ten śmigłowiec miał kogoś zabrać , oni wysłali go żeby szukać tych którzy wywołali tą lawinę . Mogą o tym świadczyć chociażby ś

  • Kto sieje zamęt sam może zabłądzić

    Kiedy weszliśmy na szczyt S powiedział – to tutaj, to musiało być tutaj, wiesz ze tutaj był Hitler?. Zdziwiła mnie ta jego nagła fascynacja osoba wodza II

  • Przebudzenie upiora

    Najprawdopodobniej został odnaleziony przez ich służby . Doszło do rozmowy , nawet przesłuchania . Kloze był obserwowany przez cały czas , dzień i noc , nie tyl