Blog > Komentarze do wpisu
nowe tropy
W roku 1944 Prezydium Policji w Breslau wydaje odezwę skierowaną do ludności cywilnej. Nakaz drukowany w prasie zobowiązuje do deponowania kosztowności oraz zasobów pieniężnych we wrocławskich bankach. Niemcy, przywykli do posłuszeństwa, masowo oddają najcenniejsze rzeczy na przechowanie instytucjom finansowym. Wierzą zapewne, że ich własność będzie podczas walk bezpieczniejsza w bankowym sejfie, niż w prowizorycznej skrytce domowej bądź zakopana w ogródku. Podobno każda z tych osób, która zdecydowała się na powierzenie swego majątku bankom, otrzymuje pokwitowanie, na mocy którego będzie mogła odebrać swą własność w bezpieczniejszych czasach. Do zwrotu dóbr nigdy jednak nie dochodzi. Depozyty mieszkańców wraz z walorami banków wrocławskich w postaci sztab złota, zasobami zakładów jubilerskich, nie ukrytymi dotąd dziełami sztuki oraz częścią zbiorów archiwalnych... giną, a raczej zostają perfekcyjnie ukryte. Bezcenny transport wyrusza podobno z Wrocławia, niedługo przed oblężeniem Festung Breslau (Twierdza Wrocław) przez Armię Czerwoną, a zatem pod koniec 1944 r. lub na początku stycznia 1945 r. Ślad domniemanego konwoju urywa się na trasie, prowadzącej w kierunku Jeleniej Góry. Poszukiwacze od kilkudziesięciu lat łamią sobie głowy spekulacjami, gdzie ukryto jeden z największych skarbów III Rzeszy. Co jakiś czas wybucha w Sudetach i okolicach, „gorączka złota” zakrojona na wielką lub mniejszą skalę... Gdzie jesteś kapitanie ? Jedynym, zidentyfikowanym po wojnie, uczestnikiem akcji ukrywania skarbów miał być Herbert Klose, kapitan wrocławskiej policji. Gdyby nie on, termin „złoto Wrocławia” nie zaistniałby w powszechnej świadomości. Wiarygodność zeznań tego świadka wielokrotnie już jednak podważano. Nie zweryfikowane informacje, pochodzące od mężczyzny o zagadkowym życiorysie, nie przeszkodziły jednak narodzinom legendy, budzącej najwyższe emocje. W ostatnim czasie pojawił się nowy głos w dyskusji, toczącej się wokół wrocławskiego złota. Wspomnienia Edwarda Dzikowskiego, emerytowanego oficera kontrwywiadu (patrz „Skrzynie dla Wilkołaka”, „Odkrywca” 12/2003) uwiarygadniają zeznania Herberta Klosego. W opowieści pewnego informatora znaleźć można potwierdzenie kierunku, który miał, według Klosego, obrać konwój ze złotem, wymykający się z zagrożonego miasta. Dzikowski ujawnia, że skarb mógł być ukryty znacznie bliżej Wrocławia, niż sugerują oficjalne zeznania byłego kapitana policji...
poniedziałek, 11 lipca 2005, peacekeeper

Polecane wpisy

  • Ja nie wierzę

    Powiedziałem ze ja nie wierzę że ten śmigłowiec miał kogoś zabrać , oni wysłali go żeby szukać tych którzy wywołali tą lawinę . Mogą o tym świadczyć chociażby ś

  • Kto sieje zamęt sam może zabłądzić

    Kiedy weszliśmy na szczyt S powiedział – to tutaj, to musiało być tutaj, wiesz ze tutaj był Hitler?. Zdziwiła mnie ta jego nagła fascynacja osoba wodza II

  • Przebudzenie upiora

    Najprawdopodobniej został odnaleziony przez ich służby . Doszło do rozmowy , nawet przesłuchania . Kloze był obserwowany przez cały czas , dzień i noc , nie tyl